piątek, 21 grudnia 2012

Poranna Kawa w Południe.

Drzwi uderzyły niemalże z hukiem o ścianę. Zawsze zapominam, by w końcu je naprawić, bo jak tak dalej pójdzie, to będę miała dziurę. Takie podwójne drzwi, ale one nie są mi wcale potrzebne. We wnęce ukazała mi się postać mojej Opiekunki. Słyszałam wcześniej jak klucz przekręca się w zamku od drzwi wejściowych. Oczywiście domyśliłam się, że to nie mogą być Kochasie, ponieważ oni zamierzali wrócić dopiero w przyszłym tygodni, jeżeli nie po sylwestrze dopiero. Moja natura jednak nie dała mi się długo zastanawiać nad tym faktem, więc po prostu zignorowałam zamek i kroki na korytarzu. Dopiero gdy te drzwi trzasnęły zainteresowałam się cała sprawą.
Rafi nie wyglądała na zadowoloną. Miała lekki grymas, typowy dla siebie, bo ona w życiu nie dałaby po sobie poznać, że coś jest nie tak. Nosek jej był cały czerwony a policzki różowe, wyglądało to uroczo. Jestem pewna, że to był efekt mrozu panującego na dworze. W końcu był środek nocy, w dodatku mamy zimę! 
Podeszła do mnie spokojnie, choć wiem, że tak naprawdę w środku cała się gotowała. Spojrzała przeciągle na moją twarz, oczy. Pokierowała wzrok na komputer i zegarek. Już wiedziałam co od niej usłyszę, ale wciąż siedziałam cicho. Skoro miałam mieć przechlapane, to wolałam sobie sama nie pogarszać sytuacji.
-Czy zdajesz sobie sprawę, która godzina?-zapytała oschle.
-Druga w nocy?-odpowiedziałam potulnie. Nie do końca wiedziałem o co się wścieka. Przecież już nie raz siedziałam do samego rana przy swoim systemie i próbowałam złamać tysiące ludzkich kodów.
-Właśnie, więc marsz mi do łóżka-wskazała ręką na sofę.
-Ale...
-Żadne ale, do łóżka i to migiem.
-Kiedy i tak nie zasnę...
-Jasne. Postaram się, żebyś zasnęła.
-Dobra-odparłam i niechętnie poczłapałam się do łóżka. Tak naprawdę bałam się snu.-Napisz Paniczowi, że życzę jej kolorowych snów-powiedziałam do niej, gdy przebierałam się w piżamę.
Chyba wykonała moją prośbę, ciężko stwierdzić. Przełączyła monitor na tablet i usiadła koło mnie. Delikatnie głaskała mnie po włosach. To przywodziło na myśl książki, które czytuję. Tak zazwyczaj rodzice uspokajają dzieci. Jakie to uczcie, gdy matka chce uspokoić swoją pociechę i ułożyć ją do snu? Mogłam się tylko domyślać, że właśnie takie. Pierwszy raz od tylu dni nie miałam żadnych oporów, żeby zasnąć. Słyszałam jak Rafi cicho nuci pod nosem. Była to stara afrykańska kołysanka, kilka razu już miałam okazję jej słuchać. Moja Opiekunka, choć niezbyt obdarzona głosem wokalny, świetnie radziła sobie w nuceniu tej melodii. Do dziś nie wiem, skąd ona ją zna. Poza tym, zawsze śpiewa ją w oryginalnym języku. Piosenka ta brzmi bardzo egzotycznie i dodatkowo usypia.
Moje powieki dosyć szybko zrobiły się ciężkie. Wtulona w udo Rafael zasnęłam. Głęboki był mój sen.



Do moich nozdrzy dotarł mocny zapach jakiegoś naparu. Nie mogłam rozpoznać co to takiego. Nie ma się co dziwić, dopiero co ocknęłam się z głębokiego snu. Byłam zaskoczona. Leżałam na sobie, przykryta kołdrą po same uszy i czułam się wyspana. Jak ja się tam znalazła? Co właściwie skłoniło mnie do położenia się i zaśnięcia? Miałam czarną plamę w umyśle. Chciałam się podnieść, ale moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Byłam cała obolała, tak jakby ktoś mnie wczoraj skopał w każdym milimetrze ciała. Czyżby tak organizm daje mi do zrozumienia, że wreszcie wypoczął?
-Jeszcze się nie podnoś-do pokoju weszła Rafi z pomarańczowym kubkiem w dłoni. Położyła go na kredensie i usiadła koło mnie. Nagle mi coś zaświtało. Wczoraj wpadła tutaj zła i kazała mi iść spać. Tak! Jak mogłam o tym zapomnieć? Przecież to było z cztery... spojrzałam na cyfry pojawiające się na ścianie nad monitorami. Była godzina czternasta prawie! To by oznaczało, że spałam około tuzina godzin.
-Dlaczego mnie nie obudziłaś?!-już miałam się zrywać, gdy poczułam mocną dłoń przytrzymującą mnie w pozycji leżące.-Puść...
-Spokojnie, dzisiaj niedziela. Nie musisz się śpieszyć. Poleż jeszcze chwilę.
Obróciłam się na plecy, skoro nie mogłam wstać, to chociaż tyle. Oczywiście Rafi siedziała w samych spodniach, po co komu t-shirt. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, mogłam sobie popatrzeć na jego szerokie barki, umięśniona ręce i brzuch. Poza tym, to ja jej tego nauczyłam, eh... Dotknęłam delikatnie jej brzucha. Spojrzała na mnie pytająco, pokręciłam tylko głową. Zawsze podziwiałam jej ciało, chociaż ona sama miała mu wiele do zarzucenia, ale czy nie jest tak zawsze?
-Okej, podnoś się-powiedziała w końcu, ku mojej uciesze rzecz jasna. Podparłam się ramionami i uniosłam. Teraz było wszytko okej, znów czułam władzę nad swoim ciałem. To było bardzo przyjemne. Miałam ochotę wyskoczyć z łóżka i zacząć gdzieś biec, gdziekolwiek. Wiedziałam, że moja Opiekunka mi na to nie pozwoli, więc z miejsca zrezygnowałam z tego pragnienia.
-Umieram z głodu-stwierdziłam na głos. O dziwo talerz z kanapkami leżał obok mnie. Jedzenie zrobione przez Rafael, to dość podejrzane.-Czegoś tam dodała?-zapytałam śmiejąc się cicho. Obie wiedziałyśmy, że nie mówię poważnie. Ona nachyliła się do mnie i zaczęła wymieniać mi szereg nazw, których teraz nie jestem w stanie wam przytoczyć. Zapomniałam ich. Spojrzałam na nią powątpiewająco. Wciąż była na mnie zła.
-Rafi ja p...-chciałam się jej jakoś wytłumaczyć. Była moją Opiekunką i ciągle o mnie dbała, a ja postąpiłam tak lekkomyślnie i taiłam przed nią tyle czasu te informacje. Przecież, przez swoje samolubstwo mogłam zaprzepaścić efekt dotychczasowej jej pracy. Było mi głupio, dopiero teraz! Gdy wpadła do mnie do domu. A w jej oczach wciąż było widać to zwiedzenie mną. Nie dała jednak mi wyjaśnić, kładąc palce na moje usta.
-Muszę iść teraz do pracy.
-Przecież dzisiaj niedziela.
-To nie ma znaczenia.
-Ale...
-Wrócę do ciebie wieczorem. Tylko nie rób nic głupiego i masz odpoczywać, OK? Możesz mi to obiecać?
-Mogę, przeleżę cały dzień w łóżku.
Roześmiała się. Udało mi się nawiązać z nią nić zgody! Miała taki niski śmiech.
-Wykluczone, wtedy mi się rozleniwisz i już nie będziesz chciała nigdzie wychodzić. Masz coś porobić, ale masz nie przemęczać organizmu. Już dostatecznie dałaś mu w kość w tym tygodniu-znów powróciła jej surowość. Coś mi się zdaje, że nie szybko zapomni mi to zaniedbanie. Przecież to nie moja wina, że nie mogłam spać! Z drugiej strony, mogłam jej o tym powiedzieć wcześniej i osobiście, a nie pisać o tym jakieś niestworzone historie.
-Przygotuję ci dobrą kolację.
-OK-pogłaskała mnie po policzku i dała w niego całusa.-To bądź grzeczna i do wieczora-podała mi kubek, który wcześniej tutaj przyniosła.
Wyszła.
Spojrzałam na ciemną ciesz. To była kawa! Jak mogłam nie rozpoznać tego zapachu. Musiałam być naprawdę otępiała, żeby nie wiedzieć co to. Co się dziwić, byłam naprawdę w głębokim śnie, zanim się rozbudziłam. Uśmiechnęłam się do siebie. Do wieczora zostało tylko kilka godzin. Cztery, może pięć. A w dłoniach miałam najlepszą kawę pod słońcem. Tak, Rafi jest mistrzem w parzeniu kawy. 
Upiłam łyk i poczułam jak niebiański smak rozpływa się po moich kubkach smakowych, a później po całym ciele. To się nazywa pić pyszną poranną kawę (w południe).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz