Była noc, w normalnych warunkach nikt z mojej ekipy nie
zapuściłby się tutaj. Drzewa spokojnie czuwały nad ciemnościami pod ich
koronami, tylko niektóre ze sprytnych promieni księżyca przedzierały się przez
liście. Była pełnia. Ziemia chrzęszczała pod każdym krokiem. Igły, stare
liście, szyszki i drobne gałęzie, wszystko to wydawało cichy szelest po nogami.
Nikt nie wiedział, że opuściłam ciepłe schronisko, mimo późnej pory wcale nie
ciche.
Nie znałam tych terenów, tutaj byłam po raz pierwszy. Gdybym
się zgubiła, prawdopodobnie musiałabym czekać do rana albo nie wiedzieć ile.
Właśnie to wzbudzało jeszcze większą chęć urwania się od mojej grupy. Ludzie
radośnie pili piwo w schroniskowym pokoju i rozbawieni gawędzili o różnych
rzeczach. Musiałam poukładać myśli. Dziś dołączyła do Nas nowa osoba. Kto by
pomyślał, że tutaj się pojawi. Z początku byłam zła na Miśka, iż nie powiadomił
mnie o tym „szczególe”, tak ważnym dla mnie w dodatku.
Poruszałam się szybko, śledząc te przebiegłe fragmenty
jasności. Gdzieś w pobliżu była woda, po nogach ciągnął mi chłód. Denerwował
mnie chrzęst wydobywający się spod moim butów, czułam, iż zdradza to moją
pozycję. Byłam jak skradający się zwierz, choć tak naprawdę po prostu wyszłam
nabrać powietrza. Słyszałam od Gospodyni, że w pobliżu jest jezioro. Ekipa
zarządziła wyprawę nad nie dnia następnego, lecz ja nie mogłam czekać, chciałam
zobaczyć je już w tej chwili.
Mój oddech przedzierał powietrze tworząc cichy świst, gdyby
było tutaj jakieś stworzenie na pewno by uciekło. Nie było szans na
odnalezienia Rysia czy innego kociaka. Ptaki i wiewiórki już spały, chociaż co
jakiś czas coś przemykało między drzewami podobnie jak ja. Szłam szybko.
W końcu moim oczom ukazała się woda. Zewsząd otoczona
kamieniami i trzcinami. Były tylko dwie drogi prowadzące do głębin jeziora.
Mały skrawek piaszczystego zakola i mały, wyniszczały pomost. Bele były pokryte
zieloną mazią, zaś drewno w wielu miejscach przeżarte, niektóre połamane. Mógł
zawalić się w każdej chwili.
Granatowa woda iskrzyła się w szarym świetle. Za sprawą
małych pajączków kręgi wodne rozchodziły się z
każdej strony. Księżyc skrywał się wśród dzikich chaszczy, nie chcąc
pojawić się na środku. Przypomniała mi się historia dwóch braci bliźniaków,
którzy chcieli mieć Księżyc tylko dla siebie. Pomyśleć, że tyle przeszli tylko
po do by zostać z workiem kamieni. To była powieść mojego dzieciństwa, smutna
bajka, ale prawdziwa. Pamiętałam ten kobiecy głos lektora i tych chłopców.
Kasetę puszczałam, gdy tylko miałam okazję. Słuchałam ją z bratem.
Jezioro kusiło mnie swoim powabem. Chciałam skryć się w nim,
zanurzyć ciepłą od myśli głowę. Górska woda bywa zdradliwa. Przy brzegu płytka
nie wiadomo kiedy zanurza cię całą. I prawie nigdy ciepła. A na pewno nie dziś,
ten chłód było czuć nawet stojąc nad tymi skałami. Wpatrywałam się w mroczną
otchłań. I znów zebrało mi się na wspomnienia. Historia nie dotyczyła
bezpośrednio mojej osoby, ale poniekąd, Alex. Ciekawiło mnie co teraz robi i
jak idą jej zmagania z Aelis, obydwie tak dziecinne i zagubione, obie
zaślepione własnymi potrzebami. Smuciło mnie, że Alex musiała wybrać właśnie
ją, to chyba był jednak z najgorszych
wyborów. Nam… Ona również biegała po mojej głowie, jak zwykle nieuchwytna,
nawet tutaj. Zdaje mi się, iż wcale się nie zmieniła. Tak bardzo skupiona na
tym by nie zostać zranioną…
Postanowiłam zmierzyć się z głębiną. Weszłam na pomost,
który pod moimi krokami cicho zaskrzypiał. Stare drewno odzwyczaiło się od
ludzkiej obecności i dawało mi o tym znać. Ostrożnie podeszłam do krawędzi.
Usiadłam i zaczęłam pozbywać się butów. Nie śpiesząc się rozwiązywałam białe
sznurowadła czarnych trepów. Odhaczając materiał z kolejnych zaczepów myślałam
o tym co się dzieje w moim życiu przez ostatnie dni, miesiące, lata. Dokąd
zmierzam i co na celu mają te wszystkie gesty. Uśmiechnęłam się na wspomnienie
pracy, od której właśnie miałam przerwę.
Lubiłam to co robię, codziennie tyle twarzy i zmagań. Zaraz też
przypomniałam sobie o Tajemniczości, która mnie otacza. Rozmawiam z tylko
ludźmi, ale nie chcę się z nimi wiązać. To co tworzę jest tylko tam, gdzie się
zrodziło. Nie ciągnie mnie do ujrzenia ich wszystkich, wolę to co stworzyliśmy.
Bałam się zawodu.
Zdjęłam buty i skarpetki. Wstałam, przez głowę ściągnęłam
czarną koszulę. Później zsunęłam z bioder szare spodenki. Stałam tak tylko w
białych bokserkach. Czułam jak wiatr przesuwa się zwinnie po mojej skórze,
która pokazywała to w naturalny sposób. Nie było zimno. Wpatrywałam się jeszcze
chwilę w wodę z zamiarem zanurzenia w niej głowy. Teraz myśli jeszcze miały
szansę szybko przemknąć się przez moją głowę.
Obiłam się od ostatniej deski i wybiłam się w powietrze.
Wiatr nadał kierunek mojemu ciału.
-Mae!-usłyszałam nim moje uszy wypełniły się wodą. Ciśnienie
zagłuszało już wszystko a ja znajdowałam się w czarnych głębinach jeziora.
Zimno sprężało moje mięśnie. Później wszystko zniknęło, pozostawał tylko chłód
i brak powietrza. To Ona…
*
Dziewczyna chyba jako jedyna zauważyła zniknięcie Mae, może
dlatego, iż tylko ona nie biła tego wieczoru. Czy oni codziennie tak kończą
wieczór-myślała, gdy właśnie stwierdziła brak kobiety.-Dokąd ona polazła?
Założyła na siebie polar i wyszła z ośrodka. Rzuciła w przestrzeń głuche
pytanie bez odpowiedzi. Słyszała chrzęst gałęzi. Ktoś oddalał się od budynku. Postanowiła
udać się za tym dźwiękiem. Wcale nie starała się być cicho ani nic z tych
rzeczy. Nie obchodziło ją czy pobudzi zwierzęta. Miała nadzieję, że tym
przemykającym cieniem miedzy drzewami jest Mae. Zawsze ją zastanawiało co
siedzi tej kobiecie w głowie. Przez tyle czasu ją ignorowała, można by rzec, iż
robiła jej na złość. Tyle razy przychodziła do kawiarni, w której pracowała
jasnooka. Wiedziała, że się jej podoba a mimo to odgrywała niedostępną. W
między czasie miała kilka partnerek, z którymi również pojawiła się w tamtym
lokalu. Wtedy to chyba to radosne stworzenie zrezygnowało, tak jej się
przynajmniej wydawało. Ale tak naprawdę Mae się jej podobała. Charakter,
wygląd, dłonie i podejście do życia. Była niesprawiedliwa wobec niej. I nawet
teraz, gdy pojawiła się tutaj bez jakiegoś uprzedzenia. Znaczy, wyglądało na
to, iż właściwie tylko jedna osoba nie wiedziała o jej pojawieniu się tutaj. I
była nią właśnie M.
Szła tak w tej prawie całkowitej ciemności zastanawiając
się nad tym. Co by było gdyby wtedy dała jej szansę albo chociaż wykazała
jakieś zainteresowanie. Zaskakiwała ją ta dziewczyna, tak uparta w swoich
zachowaniach, radosna i pełna energii. Skąd się to brało? W końcu dotarła do
wielkich skał, za którymi było słychać wodę uderzającą w kamień. Zauważyła także
zgubę, za którą tutaj podążała.
Jasnooka stała na jakimś starym mostku, nie
wyglądał on za specjalnie. Kobieta przyglądała się jej „z ukrycia”. Ciekawiło
ją co też ona ma zamiar zrobić. I jej zdziwienie było spore, gdy tamta zaczęła
zdejmować z siebie ubrania. Ciało miała jasne i niemal lśniące w tej ciemności.
Widać było jak żebra chodzą jej pod skórą, jak napina wyćwiczone mięśnie.
–Głupia, chyba nie zamierza wskakiwać do tej wody?-odgarnęła czarne włosy za
ucho. Nie wiedziała co ma zrobić. Podejść tam, krzyknąć czy co.
W momencie, gdy
tamta wskakiwała do wody z jej ust wydostało się głośne „Mae”, które rozdarło
ciszę niczym sztylet.-Idiotka-rzuciła zaraz po chwili.
Podbiegła do kawałka wysepki, gdzie dało się dojść do wody.
Spoglądała nerwowo na wodę, nigdzie nie było widać M, w końcu była ciemna noc!
Nie było również oznak wypuszczanego powietrza!
Kobieta zaczęła się w pośpiechu rozbierać, miała zamiar wskoczyć ratować
tą bezmyślną dziewuchę. Gdy usłyszała plusk uniosła oczy do góry. Ujrzała
brązowe włosy, jasne ciało, które teraz całe mokre iskrzyło się jeszcze bardziej
niż wcześniej. Jedna myśl-piękna jak łabędź. Dziewczyna na środku jeziora
wyglądała pięknie, brała głębokie oddechy, unosząc swoją klatę piersiową.
Kobiecie przywodziło namyśl teraz tylko łabędzie. Lubiła te ptaki, które były
tak dostojne w swojej naturze, z którymi słyszała tyle opowieści. Mae spojrzała
na nią zaskoczona.
-Konstancja?
Zaraz też uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń w stronę
rzekomej, stojącej na skrawku plaży.
Mae & K

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz