środa, 12 września 2012

Część pierwsza - Górskie Jezioro.


Była noc, w normalnych warunkach nikt z mojej ekipy nie zapuściłby się tutaj. Drzewa spokojnie czuwały nad ciemnościami pod ich koronami, tylko niektóre ze sprytnych promieni księżyca przedzierały się przez liście. Była pełnia. Ziemia chrzęszczała pod każdym krokiem. Igły, stare liście, szyszki i drobne gałęzie, wszystko to wydawało cichy szelest po nogami. Nikt nie wiedział, że opuściłam ciepłe schronisko, mimo późnej pory wcale nie ciche.
Nie znałam tych terenów, tutaj byłam po raz pierwszy. Gdybym się zgubiła, prawdopodobnie musiałabym czekać do rana albo nie wiedzieć ile. Właśnie to wzbudzało jeszcze większą chęć urwania się od mojej grupy. Ludzie radośnie pili piwo w schroniskowym pokoju i rozbawieni gawędzili o różnych rzeczach. Musiałam poukładać myśli. Dziś dołączyła do Nas nowa osoba. Kto by pomyślał, że tutaj się pojawi. Z początku byłam zła na Miśka, iż nie powiadomił mnie o tym „szczególe”, tak ważnym dla mnie w dodatku.
Poruszałam się szybko, śledząc te przebiegłe fragmenty jasności. Gdzieś w pobliżu była woda, po nogach ciągnął mi chłód. Denerwował mnie chrzęst wydobywający się spod moim butów, czułam, iż zdradza to moją pozycję. Byłam jak skradający się zwierz, choć tak naprawdę po prostu wyszłam nabrać powietrza. Słyszałam od Gospodyni, że w pobliżu jest jezioro. Ekipa zarządziła wyprawę nad nie dnia następnego, lecz ja nie mogłam czekać, chciałam zobaczyć je już w tej chwili.
Mój oddech przedzierał powietrze tworząc cichy świst, gdyby było tutaj jakieś stworzenie na pewno by uciekło. Nie było szans na odnalezienia Rysia czy innego kociaka. Ptaki i wiewiórki już spały, chociaż co jakiś czas coś przemykało między drzewami podobnie jak ja. Szłam szybko.
W końcu moim oczom ukazała się woda. Zewsząd otoczona kamieniami i trzcinami. Były tylko dwie drogi prowadzące do głębin jeziora. Mały skrawek piaszczystego zakola i mały, wyniszczały pomost. Bele były pokryte zieloną mazią, zaś drewno w wielu miejscach przeżarte, niektóre połamane. Mógł zawalić się w każdej chwili.
Granatowa woda iskrzyła się w szarym świetle. Za sprawą małych pajączków kręgi wodne rozchodziły się z  każdej strony. Księżyc skrywał się wśród dzikich chaszczy, nie chcąc pojawić się na środku. Przypomniała mi się historia dwóch braci bliźniaków, którzy chcieli mieć Księżyc tylko dla siebie. Pomyśleć, że tyle przeszli tylko po do by zostać z workiem kamieni. To była powieść mojego dzieciństwa, smutna bajka, ale prawdziwa. Pamiętałam ten kobiecy głos lektora i tych chłopców. Kasetę puszczałam, gdy tylko miałam okazję. Słuchałam ją z bratem.
Jezioro kusiło mnie swoim powabem. Chciałam skryć się w nim, zanurzyć ciepłą od myśli głowę. Górska woda bywa zdradliwa. Przy brzegu płytka nie wiadomo kiedy zanurza cię całą. I prawie nigdy ciepła. A na pewno nie dziś, ten chłód było czuć nawet stojąc nad tymi skałami. Wpatrywałam się w mroczną otchłań. I znów zebrało mi się na wspomnienia. Historia nie dotyczyła bezpośrednio mojej osoby, ale poniekąd, Alex. Ciekawiło mnie co teraz robi i jak idą jej zmagania z Aelis, obydwie tak dziecinne i zagubione, obie zaślepione własnymi potrzebami. Smuciło mnie, że Alex musiała wybrać właśnie ją, to chyba był  jednak z najgorszych wyborów. Nam… Ona również biegała po mojej głowie, jak zwykle nieuchwytna, nawet tutaj. Zdaje mi się, iż wcale się nie zmieniła. Tak bardzo skupiona na tym by nie zostać zranioną…
Postanowiłam zmierzyć się z głębiną. Weszłam na pomost, który pod moimi krokami cicho zaskrzypiał. Stare drewno odzwyczaiło się od ludzkiej obecności i dawało mi o tym znać. Ostrożnie podeszłam do krawędzi. Usiadłam i zaczęłam pozbywać się butów. Nie śpiesząc się rozwiązywałam białe sznurowadła czarnych trepów. Odhaczając materiał z kolejnych zaczepów myślałam o tym co się dzieje w moim życiu przez ostatnie dni, miesiące, lata. Dokąd zmierzam i co na celu mają te wszystkie gesty. Uśmiechnęłam się na wspomnienie pracy, od której właśnie miałam przerwę.  Lubiłam to co robię, codziennie tyle twarzy i zmagań. Zaraz też przypomniałam sobie o Tajemniczości, która mnie otacza. Rozmawiam z tylko ludźmi, ale nie chcę się z nimi wiązać. To co tworzę jest tylko tam, gdzie się zrodziło. Nie ciągnie mnie do ujrzenia ich wszystkich, wolę to co stworzyliśmy. Bałam się zawodu.
Zdjęłam buty i skarpetki. Wstałam, przez głowę ściągnęłam czarną koszulę. Później zsunęłam z bioder szare spodenki. Stałam tak tylko w białych bokserkach. Czułam jak wiatr przesuwa się zwinnie po mojej skórze, która pokazywała to w naturalny sposób. Nie było zimno. Wpatrywałam się jeszcze chwilę w wodę z zamiarem zanurzenia w niej głowy. Teraz myśli jeszcze miały szansę szybko przemknąć się przez moją głowę.
Obiłam się od ostatniej deski i wybiłam się w powietrze. Wiatr nadał kierunek mojemu ciału.
-Mae!-usłyszałam nim moje uszy wypełniły się wodą. Ciśnienie zagłuszało już wszystko a ja znajdowałam się w czarnych głębinach jeziora. Zimno sprężało moje mięśnie. Później wszystko zniknęło, pozostawał tylko chłód i brak powietrza. To Ona…

*

Dziewczyna chyba jako jedyna zauważyła zniknięcie Mae, może dlatego, iż tylko ona nie biła tego wieczoru. Czy oni codziennie tak kończą wieczór-myślała, gdy właśnie stwierdziła brak kobiety.-Dokąd ona polazła? 
Założyła na siebie polar i wyszła z ośrodka. Rzuciła w przestrzeń głuche pytanie bez odpowiedzi. Słyszała chrzęst gałęzi. Ktoś oddalał się od budynku. Postanowiła udać się za tym dźwiękiem. Wcale nie starała się być cicho ani nic z tych rzeczy. Nie obchodziło ją czy pobudzi zwierzęta. Miała nadzieję, że tym przemykającym cieniem miedzy drzewami jest Mae. Zawsze ją zastanawiało co siedzi tej kobiecie w głowie. Przez tyle czasu ją ignorowała, można by rzec, iż robiła jej na złość. Tyle razy przychodziła do kawiarni, w której pracowała jasnooka. Wiedziała, że się jej podoba a mimo to odgrywała niedostępną. W między czasie miała kilka partnerek, z którymi również pojawiła się w tamtym lokalu. Wtedy to chyba to radosne stworzenie zrezygnowało, tak jej się przynajmniej wydawało. Ale tak naprawdę Mae się jej podobała. Charakter, wygląd, dłonie i podejście do życia. Była niesprawiedliwa wobec niej. I nawet teraz, gdy pojawiła się tutaj bez jakiegoś uprzedzenia. Znaczy, wyglądało na to, iż właściwie tylko jedna osoba nie wiedziała o jej pojawieniu się tutaj. I była nią właśnie M. 
Szła tak w tej prawie całkowitej ciemności zastanawiając się nad tym. Co by było gdyby wtedy dała jej szansę albo chociaż wykazała jakieś zainteresowanie. Zaskakiwała ją ta dziewczyna, tak uparta w swoich zachowaniach, radosna i pełna energii. Skąd się to brało? W końcu dotarła do wielkich skał, za którymi było słychać wodę uderzającą w kamień. Zauważyła także zgubę, za którą tutaj podążała. 
Jasnooka stała na jakimś starym mostku, nie wyglądał on za specjalnie. Kobieta przyglądała się jej „z ukrycia”. Ciekawiło ją co też ona ma zamiar zrobić. I jej zdziwienie było spore, gdy tamta zaczęła zdejmować z siebie ubrania. Ciało miała jasne i niemal lśniące w tej ciemności. Widać było jak żebra chodzą jej pod skórą, jak napina wyćwiczone mięśnie. –Głupia, chyba nie zamierza wskakiwać do tej wody?-odgarnęła czarne włosy za ucho. Nie wiedziała co ma zrobić. Podejść tam, krzyknąć czy co.
W momencie, gdy tamta wskakiwała do wody z jej ust wydostało się głośne „Mae”, które rozdarło ciszę niczym sztylet.-Idiotka-rzuciła zaraz po chwili. 
Podbiegła do  kawałka wysepki, gdzie dało się dojść do wody. Spoglądała nerwowo na wodę, nigdzie nie było widać M, w końcu była ciemna noc! Nie było również oznak wypuszczanego powietrza!  Kobieta zaczęła się w pośpiechu rozbierać, miała zamiar wskoczyć ratować tą bezmyślną dziewuchę. Gdy usłyszała plusk uniosła oczy do góry. Ujrzała brązowe włosy, jasne ciało, które teraz całe mokre iskrzyło się jeszcze bardziej niż wcześniej. Jedna myśl-piękna jak łabędź. Dziewczyna na środku jeziora wyglądała pięknie, brała głębokie oddechy, unosząc swoją klatę piersiową. Kobiecie przywodziło namyśl teraz tylko łabędzie. Lubiła te ptaki, które były tak dostojne w swojej naturze, z którymi słyszała tyle opowieści. Mae spojrzała na nią zaskoczona.
-Konstancja?
Zaraz też uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń w stronę rzekomej, stojącej na skrawku plaży.

Mae & K

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz